Pierwsze prace serwisowe Giant Talon – Wielkanoc
Pierwsze prace serwisowe Giant Talon zaczynam w pełnym skupieniu. Świąteczny weekend dał mi trochę czasu wolnego od codziennych obowiązków, co oznacza, że mogę wreszcie zająć się tym, co od dawna było na mojej liście zadań. Mój Giant czeka na odnowienie, a ja mam zamiar zrobić to solidnie.
Podczas świątecznego weekendu, gdy już okna zostały umyte, sałatka jarzynowa zrobiona, a dzieci zajęte swoimi sprawami na placu zabaw, postanowiłem ruszyć do garażu i zrealizować wcześniejsze postanowienia serwisowe mojego Gianta. Pora zejść do garażu.
Po przestawieniu samochodu, przeniesieniu gratów i przygotowaniu miejsca do pracy, przyszedł czas na szybki przegląd stanu technicznego roweru. I co? Brudny! Ostatnia późno-jesienna przejażdżka oraz „później go umyje” spowodowały, że błoto, kurz i inne rzeczy przyklejone do całego roweru wołały o kąpiel.
Częste mycie skraca życie?
Wyposażony w odpowiedni sprzęt (ale niekoniecznie miejsce) w postaci stojaka serwisowego (LIDL rządzi!), 6 litrów płynu do mycia „MUC-OFF NANO TECH BIKE CLEANER” o fenomenalnym różowym kolorze (i swoją drogą ładnym zapachu), zestawu szczotek, ścierek w postaci mikro-fibry i starych koszulek zjedzonych przez pralkę i suszarkę, a także spryskiwacza do kwiatków z czystą wodą – wziąłem się do roboty. Na mokry rower poszła gruba warstwa płynu do mycia i … cuda! To faktycznie działa. Co prawda w ruch poszła jeszcze szczotka, ale brud ładnie schodził. Wytarłem podłogę garażu, żeby sąsiedzi się nie wściekali, i wziąłem się za przegląd i przygotowanie prac.
Rozbiórki czas zacząć…
Wyposażony w odpowiednie narzędzia oraz nitrylowe rękawice na dłoniach wziąłem się do pracy. Pierwsze do demontażu poszły koła. Przednie koło postanowiłem zrobić od razu. Zrzut koła z widelca i … gdzie to rozebrać? Padło na bagażnik auta (w sumie to przydałby się jakiś stół warsztatowy czy kawałek blatu). Karton po pizzy na dno i jazda. Trzeba było rozebrać piastę koła, ponieważ podczas ostatniej przejażdżki było słychać stuki i chrobotanie. Cieszę się, że to zrobiłem, bo stan łożysk był… marny. Biała maź przypominająca gluta po wciągnięciu koksu oblepiała kilka kulek – coś jest nie tak. Chyba od nowości nikt tam nie zaglądał. Wydłubałem kulki, następnie dokładne mycie odtłuszczaczem (mój ulubiony SpeedClean890) oraz trochę szczotkowania i łożyska pozbawione zostały tego całego syfu. Świeży smar, 9 kuleczek łożyskowych na swoje miejsce i składamy do kupy. Efekt? Kręci się elegancko. Nakrętki skręcone nie za mocno, aby dobrze się kręciło kółeczko.
…kółko graniaste…
Przednie koło było gotowe. Szybka kontrola czasu, rzut okiem na zegarek i… no zeszło się trochę. Odtłuściłem porządnie tarczę hamulcową i zamontowałem koło. Zdjąłem tylne koło i postanowiłem zrobić je już w domu (od czegoś się ma balkon :-)). Tu będzie trochę trudniej, ponieważ z jednej strony jest tarcza hamulcowa, a z drugiej bębenek, więc dostęp utrudniony. Praca w zgięciu w bagażniku auta też najprzyjemniejsza . Rozbieram co mogę i do domu. Odkręciłem starą, usyfioną kasetę oraz zdjąłem łańcuch – te elementy i tak będą wymienione na nowe. Szybki rzut okiem na korby, przerzutkę tylną i sprzątanie. Wbrew pozorom sprzątanie tego bałaganu czy szykowanie się do pracy jest bardziej czasochłonne niż sama robota.
Szczęśliwa na mój widok żona wzruszyła ramionami, w myślach na pewno mi nawrzucała, że chyba mnie powaliło z tym kołem, poszedłem na balkon. Szczęście wynikało na pewno z tego powodu, że do mieszkania wszedłem z kołem oraz narzędziami w rękach. Po chwili wraz z „pomocą” mojego syna rozkręciłem tylną piastę i dostałem się do łożysk. Tu sprawa wygląda podobnie jak w przypadku przedniego koła, tyle że pojawił się brązowy nalot. Rdza? Trudno powiedzieć. Schodziło ciężej niż sam biały glut, ale udało się wszystko doczyścić. Wymyłem wszystkie elementy na błysk. Dziwne – po 8 kulek na stronę w większym rozmiarze niż w piaście przedniego koła. Świeżutki smar i składam to wszystko piękne, czyste i błyszczące. Obrót kołem – bajka. Koniec na dziś – trzeba się szykować na święta i śniadanie wielkanocne.
…zatrzymać się też czasem trzeba…
Lany poniedziałek, piękna pogoda, cieplutko, słoneczko cudownie grzeje, a ja… mam rower w częściach. Dzieci wysłałem razem z żoną tradycyjnie na plac zabaw, a sam zaszyłem się w garażu. Skoro tylne koło mam w ręku, to od razu założyłem nowiutką kasetę na bębenek piasty. Koło wróciło na swoje miejsce. Przez to, że naoglądałem się filmików w internecie, podjąłem się jeszcze wypucowania kółeczek od tylnej przerzutki. Wykręciłem z wózka przerzutki, wypucowałem, nasmarowałem oraz ponownie zamontowałem. Prezentuje się elegancko. Teraz koło mogło trafić na swoje miejsce. Szybkie skrócenie łańcucha (trzeba było skrócić o jedno ogniwo), założenie spineczki, i gotowe. Łańcuch siedzi. Wytarłem go z fabrycznego smaru (łapczywie lepił się po całej powierzchni) i nałożyłem nowy. Tym razem położyłem smar od Brunoxa. Po sprawdzeniu, jak to się wszystko kręci, musiałem trochę podregulować przerzutki. Z resztą i tak miałem to zrobić, bo przy przełożeniach na najniższej zębatce z przodu, przednia przerzutka ocierała o łańcuch. Gotowe. Pora na hamulce.
Hamulcem koło się toczy
Hamulce to był największy problem tego roweru. Przy mojej znaczącej masie oryginalne Tektro nie dawały rady i ciągle piszczały. W sumie to nie był pisk – to było wycie do księżyca i cierpiącego wilka. Odpakowałem 2 nowiutkie zestawy hamulców Shimano BR-M6100 i biorę się za montaż a właściwie demontaż obecnego układu. Najpierw przedni – poszło gładko. Tylny również elegancko dał się odkręcić. Następnie wjechał zacisk przedniego koła. Poprowadziłem elegancko przewód hamulcowy tak aby szedł równo z przewodem przerzutki. Montaż klamki i uzbrajanie klamki do przewodu. Oczywiście instrukcji montażu nie było ale, na upartego nie była potrzebna. Poszło gładko. Test hamulca przedniego? Działa. Klamka chodzi płynnie. Raczej nie trzeba będzie odpowietrzać. Czas przejść do tyłu. Kolejność taka sama, Zacisk z przewodem, ułożenie przewodu, montaż klamki na kierownicy i podłączenie zestawu. Znowu się udało. Hamulce były już fabrycznie zalane więc przy montażu wyciekło odrobinę (nadmiar) oleju mineralnego. Tył również działa elegancko natomiast przewód hamulcowy ewidentnie do skrócenia. No nic – trzeba będzie skoczyć do serwisu, bo nie mam narzędzi do tego. Zakup się nie opłaca – raczej nie będę często takiej operacji wykonywał. Na wszelki wypadek w ruch znowu poszedł odtłuszczacz do tarcz hamulcowych i wstępnie można uznać, że robota zrobiona.
Pora na testy. Rower zdjąłem ze stojaka, uzupełniłem powietrze w kołach (na górze było więcej niż na dole) i jazda (po garażu). Przestawiam przerzutkę i… ej? Coś tu nie pasuje. Mój filigranowy palec nie sięga do manetki… z drugiej strony tak samo… Co jest? (zapisane słowo jest tylko poglądowo – wypowiedziałem zupełnie inne, ale również krótkie) Okazuje się że klamka hamulcowa ma magiczny system mocowania I-SPEC EV który służy do złączenia klamki hamulcowej i manetki przerzutki oraz zamontowanie takiego zestawu na jednej obejmie. Znowu w głowie magiczne „co jest”?
„Co jest?” w sensie i co dalej…
Rozpocząłem poszukiwania manetki, która by się zmieściła w tę szczelinę klamki hamulcowej. Niestety, napęd 3×8 nie będzie kompatybilny z moimi klamkami. Pora odwiedzić serwis rowerowy. W sumie zawsze brałem to pod uwagę, gdy coś robiłem przy rowerze. Jak nie wyjdzie, to serwis ogarnie 🙂 Brutalne, ale co zrobić. Po długich rozmowach z przemiłym panem mechanikiem oraz przeszukaniu internetu wraz z konsultacjami na grupach rowerowych, padła decyzja o wymianie klamek hamulcowych. Do koszyka trafiły klamki Shimano Deore MT501. Oby wszystko pasowało. Alternatywą jest przejście na napęd 2×10, ale po podliczeniu kosztów (ok. 1500 zł, o ile wszystko dobrze dobrałem), dochodzę do wniosku, że to nie ma sensu.
Czas, a właściwie następny wpis, pokaże, jakie będą efekty tego przedsięwzięcia. A chciałem mieć tylko lepsze hamulce…
Podsumowanie
Podsumowując – część zaplanowanych prac udało się przeprowadzić. Jeśli temat klamek hamulcowych zakończy się pozytywnie, to będzie już połowa sukcesu, a nawet ponad połowa. Zgodnie z planem miałem zająć się widelcem czy sterami oraz suportem. Przeserwisowanie suportu nadal rozważam, bo stan piast kół był mocno niezadowalający. Swoją drogą, wyczuwam luz przód-tył na przednim kole, więc do piasty trzeba będzie jeszcze raz zajrzeć albo mocniej skręcić (no chyba że to nie piasta, a coś innego – będę szukał). Regulację przerzutek w sumie zrobiłem, ale miałem jeszcze wymienić linkę tylnej przerzutki ze względu na jej lekkie postrzępienie przy śrubie mocującej. Na razie odpuszczam temat. Linka się trzyma i na całej długości od mocowania przerzutki do klamki jest w bardzo dobrym stanie. Wracając jeszcze do widelca – jeśli wszystko się powiedzie z układem hamulcowym, będę chciał wymienić widelec na amortyzowany powietrzem. Każdy mówi, że warto. Nie zmienia to faktu, że Deore BR-M6100 też będą super 😉
A i co by nie zapomnieć. Bardziej jako notatka. Dorzucę odpowiedni wpis o narzędziach oraz chemii, jakiej używam. Stworzy to później dobry obraz mojego warsztatu. W sumie lubię to robić… a może zmienię zawód? A może serwis osiedlowy założę? 🙂 Ciąg dalszy nastąpi…
1 komentarz
Giant TALON [2015] - Pompujrower · 10 czerwca, 2025 o 07:26
[…] Ciąg dalszy na pewno nastąpi. […]