Czemu tu tak cicho?

Pomysł na prowadzenie bloga urodził się dawno temu i był pewnego rodzaju ciekawostką, nowością czy wręcz pewnego rodzaju osobistym pamiętnikiem. Plany były wielkie. Miałem tu zamieszczać informacje czy poradniki warsztatowe. Lubię dłubać przy swoim rowerze i pomyślałem, że może warto zarejestrować pewne rzeczy czy czynności serwisowe. Wiedza pożyteczna dla kogoś, kto również chciałby coś zmienić czy naprawić a się tego obawia oraz miejsce, gdzie będę miał zarejestrowaną historię serwisową rowerów.

Rzeczywistość okazała się odmienna. Nie sądziłem, że aby przygotować artykuł na temat np. serwisu koła (piasty) będzie to zadanie czasochłonne i karkołomne. Same czynności serwisowe zajmuję chwilę czasu natomiast opisanie tego, udokumentowanie zdecydowanie więcej. Nie wspominam już, że sam proces naprawy jest inny w przypadku gdy trzeba to wszystko również zarejestrować.

Efekt? Cisza na blogu. Mam coś do zrobienia to kombinuję, naprawiam, wymieniam i idę na rower.

Rowerowanie

Idę na rower. Tu też nie jest zbyt kolorowo. Miałem duże i chyba zbyt ambitne plany. Jazda dla przyjemności, redukcja masy, wyścig, trening, wycieczki dłuższe i krótsze. Brzmi zwyczajnie i byłem przekonany, że wszystko jest do zrobienia natomiast znowu życie zweryfikowało moje plany.

Więc po kolei albo i nie po kolei – zacznijmy z „grubej rury”. Wyścig. Tak, człowiek naogląda się filmików na YouTube i zaczyna żyć życiem bohaterów tych filmów. Wyścig jako przygoda, jako sprawdzenie samego siebie, jako odrobina walki i rywalizacji. Nawet zapisałem się na jeden z wyścigów – Robinsonada Mazowiecka. Miałem cel – wziąć udział, przeżyć (dosłownie i w przenośni) i dobrze się bawić. Niestety z racji terminu samej imprezy nie wziąłem pod uwagę, że w tym czasie mogę jeszcze chcieć jechać na wakacje z rodziną. Wycofałem się z wyścigu. Wycofałem ale nie zrezygnowałem zupełnie.

Zapis na wyścig potraktowałem również jako motywacja do zmian. Zapisałem się na treningi rowerowe tzw. „Keiser Cycling” czyli jazda na rowerach stacjonarnych w grupie, przy muzyce i przy dosyć sporym wysiłku. Do tego postanowiłem zadbać o zdrowie (chociaż tu jest też drugie dno i inny motywator ale może kiedyś wrócę do tematu). Ćwiczenia, więcej aktywności ruchowych, dieta (właściwie zmiana nawyków żywieniowych i liczenie kalorii) zaowocowały redukcją masy, poprawą zdrowia i kondycji. Z początku robiłem to ze względu na wyścig, ale później gdy się w niego wycofałem robię to nadal dla samego siebie.

Wszystkie te „pro zdrowotne” aktywności spowodowały, że nie mam czasu, siły czy chęci na zwykłe turystyczne rowerowanie. Wycieczka z rodziną na lody na rowerze trafia się częściej niż samotny wyjazd na wycieczkę. Trochę szkoda ale mimo wszystko nie żałuję – kocham swoją rodzinę, swoje dzieci i uwielbiam spędzać z nimi czas. Coś kosztem czegoś. Ale tak jest w życiu. Rodzina tez poświęca się gdy jeżdżę na treningi.

Co dalej z tym blogiem?

Mógłbym tak długo opowiadać i wymieniać, ale wracając do tematu – co z tym blogiem? Po co to wszystko? Zauważyłem ostatnio, że jak potrzebuję informacji na temat mojego roweru, podzespołów czy akcesoriów to sam zaglądam na bloga. Zmian, części czy nowych akcesoriów jest na tyle, że zaczynam się gubić i po prostu nie pamiętam. Swego czasu ideą bloga było dzielenie się spostrzeżeniami na temat rowerowego świata z innymi oraz stworzenie dziennika dla samego siebie. Często wracam myślami do tego tematu. Blog jest praktycznie martwy (no bo niby jak ma mieć zainteresowanie skoro nic się tu nie dzieje) i panuje cisza. Co jakiś czas mam chęć na stworzenie czegoś nowego, przebudowę czy wręcz „zaorania” całego bloga i stworzenia go od nowa. Czy tak się stanie? Nie wiem. Czy zrezygnuję? Tego też nie wiem.

Ciągłe przemyślenia związane z kierunkiem w jakim chciałbym pójść z blogiem powodują że raczej nie zrezygnuję z tego. Zobaczymy co czas i życie przyniesie. Dostałem znowu zastrzyk energii aby coś zrobić (stąd chociażby ten wpis). Mam w planach jeszcze kilka artykułów przedstawiających graty rowerowe które kupiłem w ostatnim czasie. Chciałbym się podzielić z Wami moimi wnioskami dotyczącymi tego sprzętu. Jestem totalnym amatorem zarówno w rowerowaniu jak i w blogowaniu (nawet SEO krzyczy na mnie ciągle jak tworzę wpisy). Profesjonalistą na pewno nie zostanę ale postaram się tchnąć trochę życia w ten blog czy to dla Was, czy to dla samego siebie. Jedno jest pewne – jakieś zmiany zajdą na pewno.

Dobrego dnia czy wieczora wam życzę! Do zobaczenia gdzieś na trasie!

Kategorie: Blog

0 komentarzy

Dodaj komentarz

Symbol zastępczy awatara

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *