Nowe opony – Continental Double Fighter III

Nie tylko lasem człowiek żyje a do tego lasu trzeba jeszcze dojechać. Jak kupiłem Giant Talon to miał on jeszcze fabryczne opony terenowe. Wymieniłem je na nowe Maxxis Ikon i uważam że są świetne. W lesie na ścieżkach i korzeniach czułem się bezpiecznie. Dobrze trzymały się podłoża. W Kampinoskim Parku Narodowym gdzie trafiły się odcinki mocno piaszczyste zabrakło techniki i zaliczyłem kilka gleb. W sumie to chyba nie ma opon przeznaczonych na sypki piasek. Jazda po lesie jest fantastyczne ale jak wspomniałem do tego lasu trzeba jeszcze dojechać. Opony terenowe na ścieżkach i asfaltach to nie najlepszy pomysł. Duże opory toczenia i hałas dawały się we znaki.

W moich rowerowych planach na najbliższe kilometry mam jednak inny cel – turystyka i nawijanie kilometrów. Wiąże się to głownie z jazdą po drogach asfaltowych, ścieżkach rowerowych czy szutrowych. Wyjazdy trochę dłuższe niż runda po lesie i powrót do domu. Tak, do takich celów stworzony jest rower typu gravel. Na chwilę obecną nie posiadam takiego. Mam swój poczciwy MTB i to on nadal gra pierwsze skrzypce. Długo biłem się z myślami czy zmiana opon wpłynie na komfort jazdy po ubitych twardych drogach. Szukałem odpowiedniej opony z odpowiednim bieżnikiem i zdecydowałem się w końcu na Continental Double Fighter III w rozmiarze 27.5×2.00. Opony kupione w Centrum Rowerowe – link do produktu.

Wrażenia z jazdy

Opona węższa niż mój poprzedni Maxxis i chyba cięższa ponieważ jest drutowana a nie zwijana. Rower trochę dziwnie się prezentuje ale nie prezencja jest w tym momencie dla mnie najważniejsza. Jak się jeździ? Kurde – dobrze. Zdecydowanie jedzie się lżej. Jeśli ja jestem w stanie wyczuć mniejsze opory toczenia to faktycznie tak musi być. Osiągnięcie prędkości rzędu 35km/h i zachowanie względnej ciszy jest niesamowite. Na poprzednich Ikonach nie byłem w stanie rozpędzić się do tej prędkości (no chyba że z górki) a jeśli się udało to były mega głośne. Zdaję sobie też sprawę z tego, że większe prędkości są osiągalne przez wytrenowanie (cycling 3-4 razy w tygodniu przez pół roku chyba jednak owocuje). Nie zmienia to faktu, że rower dobrze się prowadzi. Przynajmniej na asfalcie i ścieżkach rowerowych.

Jak pogoda i czas dopisze to mam chęć wybrać się do Warszawy nad Wisłę pod pomnik Syrenki. Jeśli zabraknie czasu to las Młochowski czy Strzeniówka na pewno będzie objechana. Na test Kampinosu jeszcze trochę trzeba będzie poczekać.

Jak na razie zmiana opon na bardziej drogowe uważam za dobry pomysł. W przypadku planów mocno terenowych zawsze można podmienić na Maxxisy. Podsumowując, udomowienie czy ucywilizowanie MTB na razie idzie nieźle. Kto wie, może dorobię się kiedyś gravela i MTB będzie znowu tylko do leśnych, cięższych szaleństw?

Dobrego dnia i do zobaczenia na trasie!


0 komentarzy

Dodaj komentarz

Symbol zastępczy awatara

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *